- Jakoś mu to wynagrodzę - odparł Jack wracając

się w Stanach.
Dopiero Diaz wybudził ją z drzemki, mówiąc, że czas coś zjeść.
i nie pomoże synkowi.
231
dymu spelunce panował półmrok, poza tym pito tu naprawdę dużo.
bezpieczniej będzie, jeśli Milla nigdy nie spotka Diaza na swojej
genetycznych.
na biurku Ellin i wychodzi równie cicho, jak wszedł.
przypadkach wszystko wskazywało na to, że organy wycinano jeszcze
miała prawo odwiedzić go po raz ostatni. Cassidy pochyliła się, ale nie zwymiotowała. Łzy płynęły jej po twarzy. Całe jej życie legło w gruzach. Nawet jeśli Brig ani Chase nie są synami Reksa, nic już nie będzie takie samo. Klęcząc, odchyliła się do tyłu i usiadła pośladkami na piętach. Deszcz padał jej na twarz. Ojciec i Angie? Ojciec i Sunny? Świat zaczął wirować. Wzdrygnęła się. Pociemniało jej w oczach, jakby miała stracić przytomność. Znowu ją zemdliło. Pochyliła głowę nad suchą trawą. Nie! Nie! Nie! Łzy paliły ją w oczy. Zwymiotowała i wytarła sobie nos grzbietem dłoni. Wstała powoli. - Weź się w garść - powiedziała sobie, ocierając usta. Splunęła na ziemię. - To nie koniec świata. Ale właśnie tak się czuła. Było zimno. Bardzo zimno. Sunny nie mogła się ogrzać. Miała dreszcze. Przez chłopców. Jej synów. Wirowały jej przed oczami obrazy jak byli dziećmi, chłopcami, a potem młodymi mężczyznami. Przystojni. Muskularni. Dobrze się zapowiadający. Briga nie widziała od lat. Jeszcze wcześniej niechętnie oddała Buddy’ego. Chase od dawna jej nie odwiedzał. Liczyła na niego, ale w głębi duszy wiedziała, że pewnego dnia się od niej odwróci. Dawno temu wejrzała w jego serce. Starała się nie czuć żalu. Przecież miał prawo opuścić matkę i związać się z żoną. Potarła rękami cienkie bawełniane rękawy koszuli, mając nadzieję, że dzięki temu zrobi jej się cieplej. Była naiwna. Wiedziała, że zaufała niewłaściwym ludziom. Mimo że patrząc im w oczy, wiedziała o nich wszystko. Rex Buchanan był pomyłką. Sunny była młoda i zauroczona. Jej mąż, Frank McKenzie, dobry i porządny mężczyzna, chciał jedynie zjeść ciepły obiad po powrocie z pracy i w spokoju oglądać telewizję. Miał jasnoniebieskie oczy, które były zwierciadłem szczerości. Nie stawiał jej wielkich wymagań. Nigdy nie podniósł na nią ręki, nigdy nawet na nią nie krzyknął. Był porywczy, ale panował nad sobą. Dopóki sobie nie wypił. Wtedy Frank McKenzie z sympatycznego robotnika tartaku zmieniał się w okrutną bestię z muskularnymi ramionami. Wtedy uprawiał hazard. Stawiał część wypłaty na walkę kogutów albo psów. I wtedy się kłócili. Frank wracał śmierdzący dymem, trocinami i krwią, z błyskiem w oku, gdy wygrywał albo ze zmarszczkami goryczy wokół ust, gdy przegrywał. Zdarzyło się to kilka razy. Wtedy stawał się wcielonym diabłem, ziejącym nienawiścią jak jej ojciec. Sunny gardziła słabością Franka. Wierzyła, że życie każdego stworzenia jest święte i nie mogła w milczeniu znosić, że jej mąż pije, robi zakłady i przygląda się walkom zwierząt wyszkolonych do zabijania się i okaleczania. Krzyczała na męża tylko wtedy, gdy tam chodził. Walki zwierząt nie tylko były nieludzkie, ale i nielegalne. Sunny wielokrotnie dzwoniła do władz. Za każdym razem likwidowano miejsce walk, ale po kilku tygodniach wynajdowano nową polanę albo jedną ze starych szop, którymi usiane były podnóża gór. Nigdy nie przypuszczała, że może być niewierna. Chociaż nie była kobietą religijną, przysięga małżeńska była dla niej święta i miała zamiar jej dotrzymać. Nie chciała zakochać się w Reksie Buchananie. Zresztą on w niej też nie. Ale stało się. Gwałtownie. Namiętnie. Grzesznie. Owocem pożądania był syn. Z powodu tego pożądania jej małżeństwo się skończyło. Była przekonana, że byli sobie przeznaczeni. Że tak im było pisane. Rex nigdy by jej nie poznał i nigdy nie przekroczyłby zakazanej linii, gdyby nie zbieg okoliczności. Na trzydzieste piąte urodziny kilku pracowników podarowało mu, w formie żartu, zaproszenie na wróżenie z ręki i przepowiednie Sunny McKenzie. Sunny wypisała je kredkami na kartonie, przekonana, że to tylko dla żartu, że pośmieją się z niej i tyle. Wiedziała, że noga Reksa Buchanana, pana wszystkiego w Prosperity, nigdy nie postanie w jej rdzewiejącym baraku na brzegu strumyka Lost Dog. Potrzebowała pieniędzy i tylko dlatego zgodziła się. Włożyła zaproszenie do koperty i zalakowała ją purpurową pieczęcią. Dwa miesiące później Rex nieśmiało zapukał do jej drzwi. Była zaskoczona i zadowolona. Zaprosiła go do środka i ujęła jego silne ręce w swoje dłonie. Natychmiast zobaczyła jego duszę. Czasami dusza była ukryta pod wieloma warstwami dobrze ułożonej osobowości, ale z Reksem było inaczej. Jego ręka była ciepła, uścisk silny, a palce zdolne do czułości i przemocy. Gdy wpatrywała się w jego zniewalająco niebieskie oczy, od razu wyczuła, że jego żona jest zimna i oschła. - Nie jest pan szczęśliwym mężczyzną. - Nie wierzę w to. - Wiem. Próbował uwolnić ręce z jej dłoni, ale trzymała go mocno, bardzo zaabsorbowana tym wpływowym mężczyzną. - Ale nie jest pan szczęśliwy. - Oczywiście, że jestem. Dlaczego miałbym nie być? Puściła jego rękę. - Kocha pan swoją żonę i syna, ale nie jest pan szczęśliwy. - Zauważyła, że jego oczy stają się wąskie i że rumieniec złości zalewa mu szyję. - Od dawna nie jest pan szczęśliwy. - Przecież pani nic o mnie nie wie. - Czuję smutek i podejrzliwość.
antykoncepcyjny, zorientowała się, że ma zapas już tylko na miesiąc.
o nim. Ale co działo się z Ripem? Przecież to taki miły i otwarty
an43
uświadomiła sobie, że owszem, chciałaby

dokończyć bajkę, którą nam opowiada – oznajmiła Freya.

nawet w jego rozpolitykowanych kręgach. Chciała zrobić doktorat, a
an43
właśnie ono tu pasowało? Odwracając się do słońca, próbując znaleźć

bezradnie zacisnęły się, chwytając już tylko powietrze. Mężczyźni

-Wyszedłeś dla nas z domu - powiedziała Laura.
za godzinę. Obejrzyj dom, Lily. Theodore pracuje w swoim
– Dobry Boże! – Julianna położyła dłoń na piersi. – Mówisz poważnie?

- Mam samolot o szóstej - powiedziała, dziwiąc się własnemu

– Trzeba dać mu więcej roboty.
Nie była tam nigdy wcześniej, więc nie wiedziała, czego się spodziewać,
Kate uniosła kapę i pochyliła się, żeby zajrzeć pod spód.